Pamiętacie jak w tym roku, już w lutym, zaklinałam wiosnę?
Kolorami i
motylami:)
Było tych motyli sporo,
w bajecznych , tęczowych kolorach.
Przyznam szczerze,że najbardziej spodobał się zimowy.
Ten biało-czarny, ze szkła barokowego.
Zrobiłam takich kilka.
Jeden trafił do zaprzyjaźnionej Galerii.
Miał tam swoje miejsce,
cieszył oczy odwiedzających Galerię,
ale też właścicielce wpadł w oko.
Był jej, ale miejsce miał nadal w Galerii,
a nie w prywatnym domu.
Kiedy na Galerię przyszły ciężkie czasy
i trzeba było ją niestety przenieść w inne miejsce,
motyl podczas przeprowadzki chyba chciał odfrunąć!
Nawet nie zerwał się z żyłki,
tylko zwyczajnie wypadł z rąk właścicielki:(
Trafił do mnie w opłakanym stanie.
Zdarłam już z niego trochę patyny, zanim
wpadłam na pomysł, żeby udokumentować ten "upadek motyla"
Nieźle poturbowany, prawda.?
I prośba do mnie - czy da się go naprawić?
Oczywiście, że się da.
Trochę żmudna to praca, ale do zrobienia.
I tak oto nadeszła chwila,
kiedy już nie mogę się wykręcić od wejścia do pracowni.
Zaczynam "reanimować motyla":)
Efekty wkrótce.