Ochłonęłam po mieście,
po spotkaniach z fajnymi kobietami,
po sesjach zdjęciowych, spacerach z aparatem...
i dzisiaj od rana, jako, ze pogoda raczej "butelkowa"
zabrałam się za weryfikację swoich umiejętności
w kwestii filcowania kapelusza.
Mówią,że praktyka czyni mistrza,
więc teraz samodzielnie,
bez żadnych podpowiedzi
przystąpiłam do pracy.
Główny problem mojego kapeluszowego filcowania
polega na tym, że nie mam
żadnej formy (piłki, miski, garnka)
na kapelusz poza własną głową.
Okazało się przy okazji, ze mamy
z men'żem taki sam obwód głowy!
Po tylu latach wspólnego pożycia
jeszcze czegoś się o nim dowiedziałam:)))
Zdjęcia robił men'żu,
a kapelutek jeszcze mokry:))
tak wygląda z prawej strony:


Z lewej wyszło coś na wzór motyla(?)


Chodziło mi oto, żeby niesymetryczne "mazańce"
były wokół kapelusza.
Z lewej, na złączeniu "coś powstało":)
I faktury:

Jak wyschnie, pewnie pojadę w nim do miasta:))))
ps.
nie obyło się oczywiście bez wpadki,
ale na szczęście już wiem, co jest nie tak:0