Takiej "złotej jesieni" to już dawno nie było.
Najbardziej malownicza pora roku - niech ktoś spróbuje zaprzeczyć.
Mam na wyciągniecie ręki te wszystkie barwy jesieni
i to jest niezaprzeczalny plus życia w leśnej głuszy:)
Nacieszam oczy tymi ciepłymi barwami, a potem układam wełnę:)
Podobna kolorystyka już kiedyś była,
rozłożona na silk lapsie,
tyle, że cieszy już nie moje oczy.
Teraz na szyfonie ułożyłam coś podobnego
Tak wygląda na mokro:
A tak już na sucho:
Dzisiaj powstały jeszcze kwiaty i liście, które będą spinały szal.
W swojej przygodzie z filcowaniem, rzadko robię torby,
chyba, że dostaję konkretne zamówienie.
Tak było tym razem i powstała mała torebka w kolorach ziemi.
Mam tylko z nią mały problem - nie bardzo wiem jakie zrobić zapięcie?
czy wykombinować jakieś dredowe wiązanie, czy lepiej wpiąć magnetyczny zatrzask?
I jeszcze podszewka - torebka wprawdzie niewielka,
ale z podszewką chyba będzie lepiej wyglądała - jak myślicie?
Zrobiłam jeszcze dwie filcowe bransoletki
i kuleczkowe korale...
To na razie tyle, bo powiem w tajemnicy,
że znalazłam sposób na zagospodarowanie
nadmiaru wolnego czasu, ale o tym potem:)